Święty Tomasz z Akwinu urodził się około 1225 roku w szlacheckiej rodzinie na zamku w Roccasecca. Gdy miał pięć lat został oddany przez rodziców do klasztoru benedyktynów na Monte
Cassino (miał się tam uczyć, a nie zostać mnichem!!! - wtedy
przyklasztorne szkoły były thebeściarskie).
Po dziesięciu latach wyjechał do Neapolu na uniwerek. Tam zetknął się z dominikanami i pismami Arystotelesa. Jako dziewiętnastolatek, ku oburzeniu całej rodziny,
wstąpił do zakonu dominikanów. Pokrzyżował tym misternie układane wcześniej plany: miał wstąpić do benedyktynów i zostać
opatem
klasztoru na Monte
Cassino (opat to był wtedy gość!! ważniejszy od biskupa nawet!
a rodzinka Tomasza ambitna była i kasiore na spełnianie tych
ambicji też mieli). Rodzinka Tomasza niewiele myśląc porwała
go i uwięziła. Chcieli mu wybić z głowy te "bzdury o powołaniu
i zakonnikach" (myśleli, że się zmarnuje u tych dominikanów).
Ale Tomek był twardy i po paru latach (tak tak po paru latach
dopiero!) udało mu się ich przekonać.
Po odbyciu
nowicjatu
rozpoczął studia na uniwersytecie
w Paryżu u boku wielkiego mistrza Alberta.
W 1256 roku Tomasz został profesorem teologii w Paryżu. Wykładał również w Orvieto, Rzymie, Viterbo i
Neapolu (fajnie miał co nie? tyle różnych pięęęknych miast
zwiedził).
Duuuużo pisał. I jak mówię "dużo" to naprawdę
mam na myśli, że dużo! Jego dzieła zajmują KILKADZIESIĄT opasłych tomów.
Pod koniec życia przeżył tajemnicze doświadczenie, po którym przerwał pisanie i nauczanie. Swemu oddanemu przyjacielowi zwierzył się, że wszystko, co napisał do tej pory, wydaje mu się słomą w porównaniu z tym, co mu zostało
objawione.
Trzy miesiące później, w 1274 roku papież poprosił go o przybycie na II
Sobór
w Lyonie. Tomasz zmarł w drodze. Został
kanonizowany
49 lat po śmierci, a w 1567 roku ogłoszony
Doktorem Kościoła
przez papieża Piusa V.
Święty Tomasz z Akwinu był jednym z najbardziej otyłych świętych. Pewnego dnia odwiedza go przyjaciel i patrzy, jak siedzi on nad całym talerzem mocno osolonych oliwek.
- Mistrzu - pyta - jak możesz zjeść tyle oliwek i to tak słonych?
- Widzisz - odpowiada przyszły święty, wskazując na swe ciało - by przyprawić tyle mięsa, potrzeba wiele soli. |