Szukaj w Necie?
Bułgarskie góry - wyprawa do Riły i Pirinu Mail do xTomka Dodaj do Ulubionych Ustaw jako Startową
Góry Bułgarii są przepiękne! Malownicze szlaki, podobne do naszych Tatr Zachodnich, tylko nieco wyższe. Do tego mało ludzi, prawie 100% gwarancji na pogodę i niskie ceny (dla nas, Polaków) w schroniskach. Idealna sprawa na tanie wakacje.
       
Pojechaliśmy samochodem we trójkę. Magda i Marcin - moi znajomi z wypraw na Rysy, Orlą Perć i Gerlach - wrócili do górskich przygód po odchowaniu swoich "latorośli". Podróż przez Czechy, Węgry, Serbię to czysta przyjemność - cały czas autostrady. 170 km/h na liczniku było normą. Wszyscy mieliśmy prawka, więc nie trzeba było robić zbyt długich przerw - po prostu zawsze ktoś odsypiał na tylnym siedzeniu.
Zostawiliśmy samochód w Sofii, u polskich franciszkanów i dalej pojechaliśmy autobusami. Bułgarskie "PKS-y" są naprawdę dobre - może nawet lesze niż nasze (a na pewno częściej jeżdżące).
       
       
3 dzień naszej wyprawy (licząc od wyruszenia z Polski):

Dotarliśmy do podnóża Riły, do miasteczka Borovec (ok. 80km od Sofii), skąd wyrusza szlak na najwyższy szczyt Bułgarii - Musałę (2925m). Gdy 10 godzin później odprawiałem tam mszę przy zachodzącym słońcu, to było niesamowite doświadczenie duchowe. Szlak jest dobrze oznaczony, choć początkowe jego zlokalizowanie w Borovcu jest dość trudne. Autobus z Sofii jeździ co godzinę do Samokova, a stamtąd co chwilę busiki do Borowca. Generalnie super z komunikacją. Jedyną trudność mieliśmy, by dostać się na Dworzec Południowy w Sofii, bo właśnie stamtąd odjeżdżają te autobusy. Był schowany pod wiaduktem, którym przeszliśmy tam i z powrotem zachodząc w głowę, gdzie ten dworzec ;-)
Nocleg w schronisku, a właściwie schronie Ledneto Ezero, tuż pod szczytem, na wys. 2600m był zarąbisty (mimo, że to tylko "schron", to był o wiele lepszy, niż usytuowane nieco niżej "schronisko" Musała).
       
       
4 dzień:

To był największy hardcore - 12 godzin marszu z plecakami (z odpoczynkami oczywiście :-). Nogi i ramiona zmasakrowane. Do schroniska Ribni Ezera, gdzie nocowaliśmy, dochodziłem półprzytomny, ale za to mieliśmy za sobą jednodniową trasę przez całe pasmo Riły.
Schronisko w przewodniku jest opisane jako najgorsze w rejonie. Rzeczywiście był hardzior, ale nam było wszystko jedno. Zjedliśmy zupki chińskie, wypiliśmy po browarze i padliśmy na prycze - izolując się od ich brudu czystą pościelą i śpiworami.
Wydaje mi się, że warto ten etap rozbić na dwa i przenocować po drodze w schronisku Grynczar (ok. 4h drogi od schronu Ledneto Ezero i 6h do Ribni Ezera)
       
       
5 dzień:

Niestety powrót do cywilizy. Ale za to malowniczym szlakiem wzdłuż strumienia, no i z pięknym zakończeniem - Rilski Monastyr - perełka architektury! Starodawny klasztor, w którym polecamy NOCLEG! W małych 2-3 osobowych "celach" jest drogi, ale my wzięliśmy 40-osobową salę, na której i tak nikogo nie było i wyniosło nas to 10 lewa od łebka (ok. 17zł). Super sprawa, bo klimat w klasztorze budzi się dopiero po zamknięciu bram, gdy w środku zapalają się światła, a po krużgankach snują się zamyśleni pielgrzymi i turyści.
Trasa 5h. Po wczorajszym hardziorze to było w sam raz. Niestety pod koniec dość długo asfaltem, no, ale co zrobić, jakoś trza było dojść.
       
6 dzień:

Przejeżdżamy do Pirinu. Autobus spod Monastyru o 9.00 odjeżdża punktualnie. Ale my czekamy na niego już od 8.30, bo na przystanku wisi kartka po bułgarsku i angielsku, że "autobusy w Bułgarii wyjeżdżają czasem kilkanaście minut wcześniej" :-)
Dojeżdżamy do Bańska z dwiema przesiadkami: w Rile i Błagoewgradzie (zresztą super skomunikowane!). W Bańsku niestety popełniamy katastrofalny błąd - ruszamy pieszo do schroniska Wichren. 7 godzin na spalonej słońcem nartostradzie, bo tamtędy idzie szlak! Masakra! Gdy weszliśmy wreszcie w las, błogosławiliśmy go niczym oazę na pustyni. W schronisku okazało się, że z Bańska kilka razy dziennie jeździ tam bus! Tak to jest, jak się samemu nie sprawdzi, tylko słucha rodaków, co to mówili, ze 100% pewnością w głosie, że jest tylko jeden bus i to o 6 rano.
No, ale doczłapaliśmy się jakoś. Schronisko fajne, choć, jak każde inne zresztą, strasznie brudne.
       
7 dzień:

Wreszcie bez plecaków! Lajtowa (w porównaniu do pozostałych) traska na szczyt Wichren (2914m). Szczerze mówiąc czuliśmy niedosyt. Zwłaszcza, że weszliśmy łatwiejszym szlakiem (patrząc od strony schroniska Wichren, to ten biorący szczyt od lewej), a schodziliśmy trudniejszym, skalistym.
       
       
Lepiej zrobić odwrotnie (wejście od prawej strony szczytu), można wtedy poczuć troszkę klimatu wspinaczki skałkowej.
Razem, spokojnym tempem, z herbatką na szczycie i takimi tam bla, bla - jakieś 4-5 godzin.
       
8 dzień:

Niestety ostatni dzień akcji górskiej - przechodzimy całe pasmo Pirinu do schroniska Pirin (znowu całość w 1 dzień). Tym razem zaprawieni w boju mykamy po skałkach bez większych trudności - choć skałki sporo większe niż w Rile i nawet kawałek eksponowanej grani się trafił, ku naszej radości :-) Po drodze jest schron Tewneto Ezero (ok. 6h od schroniska Wichren), ale jest tam zawsze sporo ludzi, a sam schron jest malutki, choć pięknie położony (coś, jak nasza Dolina Pięciu Stawów).
Trasa na ok. 11h z odpoczynkami.
       
9 dzień:

Schodzimy do słynącego z produkcji win Melnika, po drodze delektując się klimatem Monastyru Rożeńskiego i widokami na niesamowicie porzeźbione przez deszcze piaskowce, zwane Piramidami Melnickimi. W Melniku, obowiązkowo, wycieczka krajoznawcza "od piwniczki winnej do piwniczki winnej" z zabawą "które wino lepsze" (pod koniec wszystkie były baaaardzo dobre ;-)
       
       
10 dzień:

Napadowe bóle głowy ;-) Autobus do Sofii, z przesiadką w Sandanski i wieczorne zwiedzanie stolicy.

Góry naprawdę warte polecenia! Ludzi mało, a jeśli już, to z reguły Polacy. Żarcia dźwigać nie warto, bo w schroniskach można naprawdę dobrze i tanio zjeść. Do tego widoki niezapomniane. Aż się chce zakrzyknąć za jednym z moich ulubionych bohaterów filmów science-fiction: "Ja chcę jeszcze raz!" :D

       
   

by xTomek SAC

       
P.S.

Jako, że dźwigaliśmy kamerę, powstał mały reportaż. Zapraszam!
 

 

 

 

FILM