DSSchDA czyli Deszda
„Deszda? A co to takiego?” – pytały osoby niewtajemniczone, gdy scholiści umawiali się, o której „na deszdę” wyjeżdżamy. A oni wiedzieli, że tego się wytłumaczyć nie da (no chyba, że chodzi tylko o skrót: Dzień Skupienia Scholi Duszpasterstwa Akademickiego, w skrócie DSSchDA), ale sam skrót jeszcze nic nie znaczy – Deszdę po prostu trzeba przeżyć!
PORANEK SOBOTNI
Wsiadamy w spóźniony (czemu nie jesteśmy zdziwieni?) autobus komunikacji podmiejskiej i śmigamy nim (a raczej wleczemy się) przy akompaniamencie bongosa, zapakowanego w deszczoodporne worki przez Kasię. Ceradz Kościelny – to nasza tegoroczna deszdowa baza. Stary domek przy kościele, przerobiony na dom rekolekcyjny. Kuchnia, kaplica, sala kominkowa, piętrowe łóżka… no czego nam jeszcze trzeba?
DO BOJU!
Zaczynamy z „grubej rury” – konferencja o Księdze Psalmów. Jak na śpiewaków i grajków przystało, musimy przecież wiedzieć kto, kiedy, dlaczego i po co… ks. Tomek nie spodziewał się chyba, że nasza wesoła drużyna tak bardzo się zaangażuje. Wyszukiwanie w psalmach inspiracji do znanych współczesnych pieśni zajęło nam sporo czasu, ale dało też niezły wynik: ponad 30 różnych pieśni i piosenek ukrytych jest w tej Księdze. Śpiewamy je w kościele i czasem nawet o tym nie wiedzieliśmy. Teraz już wiemy! :D
PRÓBA, PRÓBA, PRÓBA...![]()
Muzyczna masakra gardłowo-przeponowa to główny punkt programu każdej Deszdy. Kasia i Dorot dały nam wycisk: przed południem półtorej godziny i po południu tyleż samo. Uff! Ciężko było, ale za to wykonanie „Oto Pan Bóg przyjdzie” na cztery głosy – bezcenne!
SZYKOWANIE OBIADKU
Naleeeeeśniiiiikiiiii! I to ze szpinakiem! Mniam, mniam! Przy akompaniamencie Radia Gitarowego xTomek cała nasza ekipa radośnie spędziła czas w kuchni. Świadomie piszę „spędziła czas”, bo niektórzy pracowali, a inni (w tym „radiowy” dj Xionc) po prostu tam „spędzali czas” ;-)
Dla mnie osobiście ten punkt każdej Deszdy jest najfajniejszy (i to nie tylko ze względu na umiejętności przechwytywania schabowych „w locie”)
![]()
COŚ DLA DUCHA
Oczywiście schola DA to nie tylko technika śpiewu, ale też Duch! I to jaki!! Święty!!! Tak więc musieliśmy też zadbać o naszego ducha, co by na Niego się otworzył. Eucharystia, wielbienie, adoracja… fantastyczny czas spędzony razem z Nim i we wspólnocie. Bez tego Deszda nie miałaby sensu.
KSIĄDZ POSZEDŁ SPAĆ PÓŹNO, A STUDENCI WCZEŚNIE
Wieczorna integracja przeciąga się zwykle na Deszdzie do nocnej… tym razem przeciągnęła się do porannej. Ksiądz nie dał rady – starość nie radość – poszedł spać późno w nocy. Za to studencka bracia grając w „21” wśród gromkich salw śmiechu przeciągnęła „imprezę” i poszli spać wcześnie… rano.
Niedzielna pobudka była zatem brutalnym doświadczeniem, ale przecież trzeba było jeszcze jedną próbę zrobić i śniadanko z kawą wciągnąć, wrócić do Poznania, zagrać i zaśpiewać na studenckiej 19-tce, a potem położyć się „na chwilę”, żeby wstać w poniedziałek na Roraty. Jak to kiedyś, ktoś ujął: „Scholiści hardcoru walczą do oporu” (choć to chyba było o kajakarzach, ale tu też pasuje).
I ja tam byłem, kawę i herbatę piłem. Na tym koniec i bomba, a kto nie był na Deszdzie ten trąba!
Komentarze