Światowe Dni Młodzieży - Madryt
W końcu nadszedł TEN dzień! Wraz z parafią księży Pallotynów wyjeżdżam na Światowe Dni Młodzieży w Madrycie. Do Limburga docieramy wieczorem. Dostajemy tu ciepłą kolację, poznajemy przemiłego proboszcza niemieckiej parafii i po wieczornej modlitwie idziemy spać. Następnego dnia musimy bardzo wcześnie wstać!
DZIEŃ 11.08
Rozpoczynamy od Mszy Świętej. Później żegnamy się z proboszczem, dziękujemy za jego gościnność i jedziemy do Kolonii na trzygodzinne zwiedzanie. Kolejną noc spędzamy w autokarze.
DZIEŃ 12.08
Przyjeżdżamy do Arcachon (Francja) bardzo zaspani, pośpiesznie przepakowujemy swoje bagaże i ruszamy na Wielką Wydmę Piłata (La Dune du Pyla). Właśnie na tej wydmie przy wschodzie słońca w pobliżu oceanu odprawiamy Mszę Świętą. Niebo jest cały czas zachmurzone, kiedy jednak następuje Komunia, czyli uczta paschalna, słońce przebija się przez chmury i oświetla nasze twarze. Ta Msza jest dla mnie wielkim wydarzeniem, ponieważ nigdy wcześniej nie przyjmowałam do ust Jezusa Chrystusa z takim poczuciem Jego obecności, jak wtedy. Po Mszy szukamy miejsca na plaży, należy nam się w końcu jakiś odpoczynek. Problem jest z prysznicami (panika szczególnie wśród dziewczyn), chcemy się umyć, bo czeka nas kolejna noc w autokarze, ale w końcu każdy sobie jakoś radzi, ku uciesze pana Michała Rausa.
DNI 13-15.08
Przyjeżdżamy do Lizbony. Uczestniczymy w dniach diecezji w światowym spotkaniu młodzieży Pallotyńskiej. Jest tu też m.in. młodzież z Brazylii, Nigerii, Maroka, polonia z USA… Zajęcia są prowadzone na jednej sali. Otrzymujemy zadanie, żeby podzielić się na grupy, tak, aby w każdej grupie znajdowało się kilka narodowości. Dla mnie jest to niesamowite doświadczenie – wszyscy razem, posługując się tylko językiem angielskim, musimy dogadać się w sprawie tego, co nas, młodzież, łączy i przedstawić to farbami na płótnie. Śpimy u portugalskich rodzin. Mnie oraz 2 moim koleżankom trafiła się znakomita, 5-osobowa, rodzinka: mama Helga, jej mąż i dzieci: 4-miesięczny Francesco, 10-letni Joaquin i 16-letnia Yara. Urzekła mnie ich niesamowita gościnność i chęć pomocy.
![]()
14. sierpnia – Zwiedzamy Lizbonę. Nie przypuszczałam, że to tak piękne miasto! Nasz przewodnik miał tylko 18 lat! Razem z innymi przygotowali dla nas piknik wśród ruin zamku św. Jerzego. Może nie wszystko było dobrze zorganizowane, ale sam fakt, że tym ludziom chciało się to wszystko dla nas robić, zasługuje na pochwałę. W poniedziałek jedziemy do Fatimy. Tam odbywa się Msza Święta z udziałem księży z różnych narodowości. Radość, jaka emanuje z twarzy ks. Kamila i ks. Tomka udziela się i nam. To kolejna Msza, po tej w Arcachon, która zostanie mi w sercu i pamięci na długo.
DNI 16-21.08
Jesteśmy w Madrycie!!! Przyjechaliśmy o północy do szkoły, która miała nam zapewnić nocleg na te 5 dni. I zapewniła: spaliśmy w dusznej sali gimnastycznej razem z kilkunastoma innymi polskimi parafiami (razem ok. 700 osób). Łazienek było 8, do toalet niebotyczne kolejki. Warunki były ciężkie, ale jak to zwykł mówić pan Michał: „Proszę państwa, no musimy sobie jakoś radzić”.
Dostaliśmy plecaki pielgrzyma, bilet tygodniowy na metro, mapki metra i Madrytu oraz pakiet żywnościowy. Pierwsze 3 dni mamy dla siebie. Od 10:00 do 12:00 są katechezy, później Msze Święte, na których śpiewałam w scholi. O 13:00 jesteśmy „wolni”. Ze znajomymi chodzimy po Madrycie, zwiedzamy miasto. Drugiego dnia poszłam z koleżanką na pokaz flamenco. Tematem tańca była Męka Pańska. Zostały mi po tym niesamowite wspomnienia, zwłaszcza, że w pobliżu był protest ateistów. Zamknięto stację metra del Sol, na której miałyśmy się przesiadać, żeby dojechać do „domu”. W efekcie wracałyśmy 1,5 godziny. Na sali gimnastycznej byłyśmy około 1:00 w nocy, jako jedne z pierwszych!
18. sierpnia – Przyjeżdża Benedykt XVI! Wszyscy siedzimy na Plaza de Cibeles i czekamy wśród ogromnego tłumu na Papieża. Jest niemiłosiernie gorąco, ale oto w końcu i On! Rozpoczyna się ceremonia powitania Ojca Świętego, którą również mocno przeżywam.
19. sierpnia – Droga Krzyżowa. Wszystko oglądamy na telebimie na placu, bo nie sposób dotrzeć do Papieża. Drogę tą przeprowadzają mieszkańcy różnych miejsc na Półwyspie Iberyjskim.
20. sierpnia – Jedziemy na lotnisko Cuatro Vientos. Dopiero tu, na wielkim polu, przekonuję się na własne oczy, ile tak n
aprawdę jest pielgrzymów! Okazuje się, że na lotnisku były 2 mln ludzi! Przeciskamy się przez tłum na nasz sektor D1, panuje ogólne zmęczenie, jest nam gorąco (ok. 40 st.), duszno, co chwila ktoś mdleje, obecny jest tez strach: „Co jeśli się zgubię, odłączę od grupy?!”. Na szczęście wszyscy cali docieramy na miejsce, rozkładamy karimaty, czekamy do 20:30. W końcu pojawia się Benedykt XVI. Rozpoczyna się czuwanie modlitewne z Ojcem Świętym, w trakcie którego zaskoczyła nas burza i ogromna wichura. Przewaliła ona rusztowania polowej kaplicy, gdzie znajdowało się 3 moich znajomych. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
![]()
Rano, 21. sierpnia, odbyła się Msza Święta na zakończenie ŚDM koncelebrowana
przez Papieża, biskupów i 20.000 księży z całego świata. Ojciec Święty dziękował nam za to, że wytrwaliśmy w tej burzy, że się nie poddaliśmy, mówił, że modlił się za nas całą noc. My również jesteśmy mu wdzięczni, za to, że pozwolił nam uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Po błogosławieństwie wszyscy rozeszliśmy się do swoich kwater.
DZIEŃ 22.08
O 6. rano przybyliśmy do Barcelony. Na molo, na tle masztów żaglówek i wschodu słońca, odbyła się kolejna Msza święta. Po Mszy nastąpiło tradycyjnie zwiedzanie. Jednak nie było już tak radosnych nastrojów jak wcześniej. Radość przytłumiła nieco świadomość, że to powoli koniec naszej pielgrzymki.
DZIEŃ 23.08
Jesteśmy w Paryżu, ugościł nas przemiły proboszcz polskiego pochodzenia. Od wielu dni nie jedliśmy pożywnego śniadania (słodką bułkę i 200 ml kakao, które codziennie dostawaliśmy w pakiecie, trudno nazwać pożywnym śniadaniem ;-) a tu czekały na nas chleb, sery, szynki, dżem i HERBATA! Po śniadaniu poszliśmy zwiedzać Paryż. Nocleg mieliśmy zapewniony u księży pallotynów w Osny. O 5:00 rano obyła się ostatnia nasza wspólna Msza Święta. Było nam przykro, zwłaszcza, że po przyjeździe do Poznania ks. Kamil Kudełko miał wylecieć na studia do Rzymu.
DZIEŃ 24.08
Po 16 godzinach jazdy jesteśmy w końcu w domu. Niewątpliwe jest, że to była najlepsza podróż mojego dotychczasowego życia. Podróż do innych krajów, poznanie kultury ich mieszkańców, zwiedzanie zabytków, ale też podróż w głąb siebie, spotkania duchowe z Jezusem Chrystusem, doświadczanie życzliwości i miłości innych osób. I choć podczas tych 2 tygodni nie spałam w nocy więcej niż 4 czy 5 godzin, choć nie zawsze byłam najedzona, umyta, dokuczało mi przeziębienie z gorączką, brakowało mi gorącej herbaty, czy miękkiego łóżka, to jednak WARTO BYŁO, z żalem myślę o tym, że to już koniec, że trzeba wrócić do rzeczywistości, stresu, pośpiechu. Ale wiem, że jest obok mnie Ktoś, kto pomoże mi przetrwać to wszystko.
Ania T.